Skip to content

1 maja 2010

Piloci nie wykluczają awarii samolotu

Piloci latający na Tu-154M nie rozumieją, dlaczego z przyczyn katastrofy tak szybko wykluczono awarię samolotu. Bronią mjr. Arkadiusza Protasiuka, szefa załogi prezydenckiego tupolewa, twierdząc, że do końca piloci chcieli posadzić maszynę. – Piloci nic nie mogli zrobić, bo samolot mógł już wcześniej nie mieć sterowności – twierdzą.

Oto wstęp do informacji, którą znalazłem wczoraj w mediach – a jakże – niezależnych. Zadałem więc sobie odrobinę trudu i wszedłem na stronę Wikipedii, żeby sprawdzić, którzy piloci w Polsce latają na maszynach Tu-154. Nie było to dochodzenie godne sir Sherlock Holmesa – ostatni lot Tu-154 w barwach LOT odbył się w roku 1996. Jako, że nie słyszałem o innym polskim przewoźniku realizującym loty cywilne, domyślam się, że ostatnie tego typu maszyny służą w wojsku. Wobec tego chyba już wiem dlaczego 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego jest pod ostrzałem i są podejrzenia, że zostanie rozwiązany. Panowie Piloci po prostu za dużo gadają!

Dodajmy, że głosy pilotów, że maszyna wcale nie musiała spełniać wymogów bezpieczeństwa lub mogła utracić zdolności manewrowe przy podchodzeniu do lądowania, są jak najbardziej uzasadnione – ze 1015 wyprodukowanych egzemplarzy 106 maszyn miało wypadki, a 66 z nich to były katastrofy lotnicze (Źródło: Wikipedia)

Panowie Piloci jednak zapomnieli o jednej ważnej sprawie. W Polsce można mówić, to co się myśli pod warunkiem, że są to poglądy powszechnie dozwolone. Akurat wypowiadanie się na temat wypadku pod Smoleńskiem nie należy do zbioru tematów wolnych od ograniczeń. Oto dowód:

Prezes LOT Sebastian Mikosz tuż po 10 kwietnia wydał komunikat: “W obliczu ogromnej tragedii – katastrofy rządowego samolotu Tu-154 w dniu 10 kwietnia 2010 – bardzo proszę wszystkich pracowników o nieudzielanie komentarzy do mediów”. Rzecznik LOT-u, Jacek Balcer potwierdził, że wobec osób, które nie zastosują się do komunikatu mogą być wyciągnięte konsekwencje służbowe. – Mogą otrzymać upomnienie lub naganę – przyznaje rzecznik firmy. Część z pracujących w Locie pracowników jest nastawiona krytycznie do decyzji. – Takich rzeczy nie powinno się narzucać – stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą” jeden z pilotów.

Wszystko pięknie, tragedia, pamięć ofiar – ale przecież chodzi o to, żeby piloci nabrali wody w usta. Ci, którzy latali na Tu-154 pewnie dużo wiedzą na temat tych samolotów. I pewnie mogliby nie jedno powiedzieć – czy o to chodzi, żeby wyrażali swoje nieskrępowane sądy? Chyba nie.

Piloci twierdzą, że z pojawiających się relacji można wnioskować, że piloci wiedzieli, na jakiej byli wysokości, byli nawet o tym ostrzegani, ale najwyraźniej nie mogli zareagować. – Na pewno robili wszystko, by ratować życie swoje i ludzi na pokładzie, ale mając niesterowny samolot, nie mogli nic zmienić – mówią nasi rozmówcy. – Wydaje się, że nie można tu mówić, iż pilot schodził, bo chciał być nisko nad ziemią, czy przed czymś uciekał. Pilot nie miał sterownego samolotu – dodają. W ocenie pilotów, od chwili kiedy Tu-154M znalazł się na wysokości ok. 200 m, z samolotem działy się dziwne rzeczy i wygląda to tak, jak gdyby samolot nie był już pilotowany, a po prostu spadał.

Najwyraźniej piloci kopią grób do trumny swojego własnego pułku, ale po prostu nie są wstanie milczeć, tym bardziej, że ich koledzy są wyzywani od najgorszych partaczy. I dlatego wierzę pilotom – w końcu ujmują się honorem i mówią jak się sprawy mają nawet, jeśli może ich to drogo kosztować. Moje gratulacje Panowie. A pracę znajdziecie u zachodniego przewoźnika za 5 razy takie wynagrodzenie. Będzie milej i wygodniej.

(Cytaty pochodzą z: Freeisoft)

Podziel się artykułem:
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Grono.net
  • Blip
  • LinkedIn
  • Śledzik
  • Blogger.com

Share your thoughts, post a comment.

You must be logged in to post a comment.

WordPress SEO fine-tune by Meta SEO Pack from Poradnik Webmastera