Graś oskarża opozycję o zdradę stanu
Alergiczna reakcja Pawła Grasia na pomysł dwójki polityków opozycyjnych – Anny Fotygi oraz Antoniego Macierewicza, by „poskarżyć się” amerykańskim kongresmanom z partii republikańskiej na sposób prowadzenia przez Polskę śledztwa przy wyjaśnianiu Katastrofy pod Smoleńskiem – daje dużo do myślenia. Dlaczego rzecznik rządu tak się wściekł, gdy usłyszał, że szykowana jest apelacja w tej sprawie?
Graś natychmiast, gdy dowiedział się o sprawie pobiegł do redakcji „zaprzyjaźnionych mediów” (źródłosłów oryginalny: Andrzej Wajda), aby dać nieskrępowany upust swojej wściekłości i stwierdził, że tego rodzaju działania ocierają się o zdradę. Jaką zdradę miał na myśli Graś i wtórujący mu politycy? Najprawdopodobniej chodzi o zdradę stanu.
Pomieszanie pojęć
W tym momencie Minister Graś mocno przesadził, bo zdrada stanu to próba siłowego zamachu na legalne władze państwowe lub ustrój Rzeczypospolitej. Nie ma mowy o żadnej zdradzie w momencie, gdy grupa opozycyjnych posłów – na dodatek działających w komisjach sejmowych – usilnie dąży do wyjaśnienia nieprawidłowości w śledztwie, które na dodatek mogą się okazać przejawem… zdrady stanu, jeśli okaże się, że Katastrofa pod Smoleńskiem nie była zwykłym wypadkiem lotniczym. Tego rodzaju hipoteza wprawia całą Platformę Obywatelską we wściekłość o „przyjaciołach z Rosji” już nie wspominając.
Obserwując zdenerwowanie ministra można dojść do prostego wniosku – tak zachowuje się człowiek mający coś do ukrycia. Co przed opinią publiczną ukrywa rząd, którego rzecznik wytrząsa się alergicznie w mediach na pomysł, aby włączyć do śledztwa niezależnych ekspertów? Rzecznik rządu zafundował Polskim obywatelom nie lada pomieszanie pojęć. Zdaniem Grasia zdradą ma być dążenie do prawdy i zabieganie o pomoc w sprawie wyjaśnienia nieprawidłowości w śledztwie. W ten sposób podważona jest cała zasada demokracji liberalnej, gdzie przejrzystość działań partii rządzącej jest kwestią w ogóle nie podlegającą dyskusji – wszyscy, którzy działają na rzecz tej przejrzystości wywiązują się z obywatelskiego obowiązku.
Czego boi się Graś?
Jest kilka spraw, w których amerykanie mogliby dopomóc Polakom w śledztwie. Przede wszystkim w dyspozycji USA są zdjęcia satelitarne, których do tej pory strona kwestionująca prawidłowy przebieg śledztwa smoleńskiego nie miała okazji obejrzeć. Ponadto wstawiennictwo amerykańskiego kongresu mogłoby nadać śledztwu smoleńskiemu szczególne znaczenie i niespotykany dotąd rozpęd – póki co, sprawy toczą się jednostronnie pod dyktando rządu i strony rosyjskiej. Z tego wstawiennictwa mogłoby wyniknąć kilka praktycznych kwestii – na przykład taka, że Polska mogłaby otrzymać niezależnych ekspertów, którzy zostaliby dopuszczeni do dowodów. Trudno w obecnej chwili nie ulec wrażeniu, że dowody ze śledztwa są w rękach ekspertów, nad którymi całą kontrolę sprawuje strona rządowa i uległa jej prokuratura. Przypomnijmy – ekspertyzy czarnych skrzynek, ekspertyzy kadłuba oraz sekcje zwłok – wszystko to powinno się przeprowadzić od początku, gdyż do tej pory tak zwane „badanie dowodów” zakrawało na ponury kabaret. Najwyraźniej polski rząd boi się takiego obrotu sprawy – w przeciwnym razie Graś nie leciałby z płaczem do zaprzyjaźnionych mediów.
Jakie są szanse na amerykańskim ekspertów?
Trudno oceniać szanse wstawiennictwa Amerykanów w tej sprawie. USA ma swoje problemy zwłaszcza ekonomiczne. Barack Obama, który jest liderem partii demokratycznej nie miesza się póki co w sprawy Kontynentu. Amerykanie mają w Europie swoje interesy, a ingerencja w śledztwo smoleńskie spowoduje pogorszenie relacji z Rosją. Z drugiej strony pozycja USA na świecie ostatnio mocno zmalała – w Europie władzę sprawuje trójkąt Niemcy, Rosja i Francja. Rola Wielkiej Brytani i USA jest dużo mniejsza niż jeszcze kilkanaście lat temu. Katastrofa pod Smoleńskiem może być zatem szansą dla Amerykanów, by odbudować choć skrawek pozycji w Europie.
Nie wątpliwie zmiana rządów w Polsce mogłaby się USA opłacać. Na obecną chwilę polska władza układa się z Rosją – także w sprawach ekonomicznych. Na przykład otwarte pozostaje pytanie czy sprawa gazu z łupków nie jest zagrożona. W gaz łupkowy zaangażowane są amerykańskie koncerny energetyczne. Amerykański kongres mógłby zareagować na apel polskich polityków opozycji w ten sposób, żeby zaoferować swoją pomoc prawną, a także ekspertów. Byłby to ruch, który trudno jest zdyskredytować jako polityczny. W dodatku pod apelem o powołanie międzynarodowej komisji eksperckiej podpisało się tysiące Polaków, ale swego czasu apel Profesora Jacka Trznadla został oddalony.
Co wiedzą amerykańskie służby
Dodajmy, że Paweł Graś jest człowiekiem służb specjalnych. Być może jego zdenerwowanie wynika z faktu, że amerykańskie służby wiedzą o wiele więcej na temat Smoleńska, niż można to byłoby przypuszczać. Stany Zjednoczone dysponują systemem monitoringu satatelitarnego i skuteczną siatką kontrwywiadu. Agenci amerykańskich służb specjalnych z pewnością monitorują sytuację w Polsce i w Europie – ta wiedza prawdopodobnie okazałaby się dla polskiego rządu niebezpieczna.




