Rosjanie mieszają w zeznaniach i chcą zezłomować Tupolewa
Do czego doprowadza bierność wobec Rosjan i wmawianie nam, że chodzi o nową twarz polityki zagranicznej, która oznacza zrozumienie dla interesów naszego potężnego sąsiada? Do tego, że na naszych oczach szykuje się niszczenie dowodów – tych, które w ogóle mieliśmy szansę przejąć. Rosjanie bowiem chcą przetopić Tupolewa na „surówkę”, a zeznania kontrolerów wierzy lotów lotniska pod Smoleńskiem są niespójne (być może wciąż są zmieniane).
Dla śledztwa dowody rzeczowe i przesłuchania świadków katastrofy, a także wszystkich tych, którzy hipotetycznie mogli mieć wpływ na losy tragicznego wypadku, są fundamentalne. Bez tego nie będzie można nawet przeprowadzić procedur wyjaśniających i wielu działań polegających na odtworzeniu momentu wypadku i całego przebiegu katastrofy, co być może doprowadziłoby określone osoby na salę sądową. Jest skandalem, że polski rząd biernie się przygląda, jak łamane są międzynarodowe standardy.
Rosjanie od kilku tygodni próbują przejąć wrak samolotu - liczą, że ich bezczelność zostanie ciepło przyjęta przez polskie władze. Do czego miałby przydać nam się bezwartościowy wrak, skoro komisja MAK jasno określiła przyczyny wypadku, jako niezależne od działań osób trzecich? Najprawdopodobniej rosyjskie służby specjalne i tak ingerowały w dowody rzeczowe – zniknął kadłub, zniknęły telefony satelitarne, a prywatne telefony ofiar były długo w posiadaniu Rosjan. To, co można było ukryć bez niszczenia całej konstrukcji samolotu za pewne zostało już zrobione.
Co się stało takiego z samolotem, że Rosjanie obawiają się przekazać nam rozczłonkowaną kupę złomu, którą obecnie jest prezydencki samolot? Może zdają sobie sprawę, że w Polsce została jeszcze grupa zdolnych, niezależnych od władz prokuratorów, która na pewno nie raz pracowała ze zubożonym materiałem dowodowym i jednak dawała sobie radę.
Ponadto zeznania kontrolerów lotu są różne. W dodatku przeprowadzało je dwóch różnych śledczych rosyjskich – obydwaj wysocy rangą rosyjscy wojskowi.
„Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości: – To, że jedna osoba jest przesłuchiwana w tym samym czasie przez dwóch różnych śledczych, jest nietypowe. Trzeba wyjaśnić szczegóły, dopytać, czemu to miało służyć.
Z taką sytuacją nie spotkał się też w swojej pracy prokurator Dariusz Barski, były zastępca prokuratora generalnego. – Jeśli jest tak, jak ustaliła „Rz”, to jest to zupełnie niezrozumiałe – ocenia. – W polskiej procedurze nie jest możliwa sytuacja, by przeprowadzać dwa różne przesłuchania tej samej osoby w tym samym czasie.
To niejedyne kontrowersje. Oba zeznania Ryżenki różnią się też treścią.
W protokole przesłuchania, którego dokonywał A.A. Aleszyn, kontroler twierdzi, że przy odległości 1,1 km (co zostało poprawione na 1,5 km), tuż przed podaniem polskiej załodze komendy wzywającej do przerwania lądowania, widział Tu-154 na wskaźniku monitora. W drugim protokole Ryżenko zeznał, że przy odległości 1,5 – 1,7 km– nie widział już samolotu na monitorze.
Zeznania są różne w kwestii najbardziej newralgicznych szczegółów. To jasne, że dlatego właśnie mamy do czynienia z mataczeniem w śledztwie – postawienie w stan oskarżenia rosyjskich kontrolerów przed polskim sądem, to dla Rosjan duży problem. Chodzi nie tylko o kwestię winy, którą obciążani są Polacy i tak ma zostać – taka wersja została wsparta przez TVN i Gazetę wyborczą (kampania dezorientacyjna kosztuje) – lecz także o to, że coś mogłoby się przy okazji wydać.
„Ryżenko przyznał, że kiedy wydawał komendę „horyzont”, oznaczającą natychmiastowe przerwanie lądowania, samolot nie był już widoczny na ekranie monitora. Co w praktyce oznaczało, że katastrofa jest nieunikniona.
Z zeznań wynika, że nic nie zapowiadało katastrofy. Wręcz przeciwnie. Ryżenko mówił, że załoga Tu-154 zakomunikowała kontrolerom, iż przystąpi nie do lądowania, lecz do kontrolnego podejścia do lądowania. Manewr ten miał pozwolić pilotom na ocenę, czy w ogóle da się posadzić maszynę.
W odpowiedzi Paweł Plusnin, który był kierownikiem kontroli lotów, podał polskiej załodze warunki pogodowe: temperaturę oraz ciśnienie atmosferyczne. Szczególnie ważny był ten ostatni pomiar, bo na jego podstawie ustawia się w samolocie wysokościomierz baryczny. W protokołach nie ma informacji, jaką wartość podał wówczas pilotom Plusnin.
Rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa: – Prokuratura w tej chwili nie będzie odnosiła się do rzekomych treści protokołów z czynności procesowych wykonanych w śledztwie.”
Rewelacyjnymi zeznaniami i rewelacyjnymi nieścisłościami w zeznaniach zdaje się nie przejmować polski mainstream. Sprawa strzałów wcale nie jest tylko wymysłem 80% polskiego społeczeństwa, które obejrzało filmik na Youtube – a może ponad 30 milionów Polaków powinno się zgłosić do laryngologa lub psychiatry na okoliczność ciężkiego niedomagania władz poznawczych swojego organizmu.
Jest też inna ewentualność: może niektórzy dali sobie spokój z podejrzeniami? Przecież to oczywiste, że panele dyskusyjne są sterowane poprzez wycinane komentarzy i pisanie na zamówienie. Marketing społecznościowy wykorzystuje także agentura, kto tego nie widzi, niech lepiej uda się do okulisty.
„Funkcjonariuszka opowiadała, że w momencie katastrofy w kierunku, skąd było słychać wybuch, wyruszyły wszystkie pododdziały rosyjskie, a za nimi również funkcjonariusze z Polski (chodzi najprawdopodobniej o BOR).
Rosjanka zeznała, że kiedy biegła w kierunku wybuchu, słyszała odgłosy przypominające strzały z broni palnej. Na miejscu katastrofy zastała jednak tylko płonące szczątki samolotu oraz zwłoki ofiar. Podobne zeznania złożyli funkcjonariusze. Aleksiej Nikołajewicz mówił o czterech wybuchach podobnych do wystrzałów z broni palnej, Irinina Winogradowa zaś określiła odgłosy jako cztery wybuchy.”
Natomiast lider polskiej lewicy – przypomnę fakcji politycznej związanej przez dziesiątki lat ze zbrodniczym systemem stalinowskim – Grzegorz Napieralski ogłosił już dawno temu, że on żadnych stenogramów czytać nie będzie. Nie jest bowiem ekspertem i nie rozumie takich rzeczy, jak zapis z rozmowy kilku osób.
Sprawa została ustalona, po co Napieralski miałby zachodzić w głowę, co mają ze Smoleńskiem wspólnego bracia Rosjanie? Poza tym grzebanie się w śledztwie dotyczącym Katastrofy pod Smoleńskiem, to kiełbasa wyborcza brata zmarłego tragicznie prezydenta. Lewica postkomunistyczna ma na to jedną radę, praktykowaną od lat – sprawę zamknąć, wątpiących uspokoić, kontestatorów uciszyć. Ma się żyć spokojniej, czyż nie?
Źródło akapitów cytowanych: Rzeczpospolita
Zobacz także
Niewygodne zeznania załogi Jaka-40 | Kontrola lotów na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj najprawdopodobniej podawała pilotom polskiego samolotu...
Rosjanie mogą powoływać międzynarodowe komisje, kiedy im się podoba | Jak bardzo jesteśmy suwerennym krajem? Jak liczą się z nami zachodni i wschodni partnerzy? Jak rzetelne...
Rosjanie, Rosja i Putin, to trzy różne sprawy | Obecna niechęć polskiego narodu do Rosjan wynika tylko i wyłącznie z jednej kwestii - obawiamy się,...
16 sekund nagrań czarnych skrzynek brakuje. Miller koryguje w pośpiechu…. | 16 sekund brakowało w pierwszym nagraniu z czarnych skrzynek tupolewa, które przekazali Rosjanie. Polscy...





Trackbacks & Pingbacks